Ciekawe miejsca

Szkoła w Szczecinkach (krótka historia)

Wprawdzie Szczecinki były parafią, do której należały inne wsie, ale liczyły jedynie 300 mieszkańców. Odpowiednio do tego miejscowość posiadała szkołę, czyli czerwoną klinkierową budowlę z białymi oknami, położoną w środku wsi i składającą się tylko z jednej klasy przeznaczonej dla 30 do 60 uczniów oraz nauczyciela. Jest to dzisiaj nie do pomyślenia, że wykładowca nauczał w jednym pomieszczeni kilka „przedziałów” wiekowych, składających się z dzieci od 6 do 14 lat. Do tego poziom wiedzy podstawowej uczniów w nauczanych przedmiotach wcale nie był niższy od tego, jaki prezentują dzisiejsi uczniowie. Ponieważ była tylko jedna szkoła, nie znano żadnych „różnic klasowych”: dzieci urzędników, obszarników i robotników folwarcznych siedziały w tych samych składanych ławkach z połączonymi pulpitami, gdzie na górze znajdował się otwór na kałamarz. Odpadała decyzja, jaka szkoła byłaby odpowiednia ze względu na zdolności dzieci czy grubość portfela. Szkoły średnia lub licealna znajdowały się tylko w odległym o 12 km mieście powiatowym, do którego nie było żadnego połączenia komunikacyjnego, jedynie gościniec. Dziecku szczególnie utalentowanemu można było zaproponować naukę w męskim seminarium nauczycielskim (Kętrzyn) bądź ostatecznie w szkole handlowej w Ełku.

[Zdjęcie z książki: Grenz R., Der Kreis Treuburg. Ein ostpreussische Heimatbuch, Lübeck 1971.]

Fritz Kuster pracował w tutejszej szkole od 1899. Jego grób znajduje się na cmentarzu w Szczecinkach za wykutym w żelazie parkanie. Uczniowie wyrażali się z wielkim respektem o surowości tego nauczyciela.  [Treuburger Heimatbrief 

W ławkach, po pięcioro dzieci każda, siedzieli od strony okna chłopcy, będący dobrze oddzieleni, przez przejście w środku, od dziewcząt siedzących od strony pieca. Trzeba nadmienić, że nie było ani ogrzewania ani prądu elektrycznego, nie mówiąc już o telefonie. Przed lekcjami pomoc domowa rodziny nauczyciela – naturalnie była nią dawna uczennica – paliła w piecu kaflowym; czasami zaś sam nauczyciel doglądał ognia i podrzucał coś w razie potrzeby.
Rodzina nauczyciela wraz z dwójką dzieci mieszkała w budynku szkolnym, więc pedagog spędzał przerwy we własnym mieszkaniu. Z przodu klasy, bezpośrednio przed stołem nauczyciela, siedziały sześciolatki jako „5. przedział”, zaraz za nimi dzieci uczące się drugi rok w szkole jako „4. przedział”. „3. przedział” tworzył trzeci i czwarty rok szkolny, zaś „2. przedział” piąty rok szkolny; w „1. przedziale” znajdowali się uczniowie uczęszczający szósty, siódmy i ósmy rok do szkoły. W przedziale tym tematy zmieniały się z roku na rok, tak że w 6. roku szkolnym uczono się trochę innych rzeczy niż w 7. czy 8. roku. Hierarchię wewnątrz przedziałów poznawało się po miejscach siedzenia, które nadawał nauczyciel po rozdaniu świadectw stosownie do uzyskanych osiągnięć. Znajdowały się naturalnie także osoby powtarzające klasę, były one zwalniane z 3. przedziału, gdyż nie było szkoły dla dzieci niedorozwiniętych.
Każdy przedział uczył się podczas jednej lekcji innego przedmiotu: kiedy jeden przedział pisał z przodu na tablicy, drugi przerabiał geografię na rozwiniętej w środku klasy mapie, z kolei całkiem z tyłu 1. przedział ćwiczył np.: liczenie w pamięci lub j. niemiecki. Poza najsurowszą dyscypliną będącą podstawowym warunkiem, starsi, dobrzy uczniowie, względnie uczennice musieli dosyć często przeprowadzać z uczniami niższych przedziałów takie ćwiczenia jak liczenie w pamięci lub dyktando, czy też najlepsi w 1. przedziale pracowali z rówieśnikami. Do wykładanych przedmiotów należały: j. niemiecki, rachunki, geografia, historia, geometria, chemia/fizyka, religia, rysunki, prace ręczne lub zajęcia praktyczne, muzyka (do dyspozycji stała harmonia), później także jeszcze wiedza o właściwościach rasy – i oczywiście sport: do tego latem szło się zwartym szykiem i równym krokiem, podśpiewując pieśni wędrowne, do oddalonego o ok. 500m boiska, składającego się z niezbyt zadbanej powierzchni porośniętej trawą. Oprócz ćwiczeń gimnastycznych, w niekorzystnej porze roku przeprowadzanych również na dziedzińcu szkolnym, odbywały się zawody lekkoatletyczne. Najczęściej jednak chłopcy grali z nauczycielem w piłkę nożną, a dziewczęta pod nadzorem najlepszej w klasie w dwa ognie.

Pewną odmianą były dzienne wędrówki, w czasie których były zwiedzane szkoły w okolicznych wsiach. Często szło się przez Dąbrowskie (nauczyciel Seitz), Plewki, Borawskie (Deutscheck) – lub do Reczek, Krupina i z powrotem. Były to, przede wszystkim dla młodszych uczniów, męczące wycieczki, na które dzisiaj nikt by się nie zdobył. Wyobraźmy, że spotykamy dzisiaj na szosie grupę około 50 uczniów zaopatrzoną w kanapki, prowadzoną przez pana w pumpach! Za orzeźwienie służyła chłodna woda z udostępnionej studni szkolnej we wsi lub musująca lemoniada za zabrane ze sobą 10 - 20 fenigów. Po długiej trasie jedno i drugie smakowało wybornie przy gorącym letnim wietrze. Kiedy było bardzo duszno lub ponad 25°C ciepła, albo kiedy nauczyciel poszedł w przeddzień późno spać, szło się do sąsiedniego lasu w Dąbrowskich (Königsruh), gdzie obok wolnego miejsca stała stara stajnia służąca za ochronę w czasie gwałtownych burz. Także tutaj grało się w piłkę.

Innego rodzaju wycieczka do jednego z wielu przyległych lasów miała miejsce w okresie dojrzewania czarnych jagód. Każdy oczywiście wsypywał sporą ilość jagód do wiadra nauczyciela! Potem czuwał on siedząc na pniaku obok swojego wiadra. Przy tym odbywały się praktyczne lekcje poglądowe między innymi o żmijach, padalcach itd., które znalazł ktoś z grupy. Pamiętne są  także „dobrowolne” ćwiczenia obowiązkowe takie, jak zbieranie kartofli dla nauczyciela podczas wykopek na polu jakiegoś rolnika. Wreszcie, późnym popołudniem, można było wracać, zmęczonemu i brudnemu do szkoły gdzie czekało, przygotowane przez żonę nauczyciela, przyjęcie ze świeżymi drożdżówkami z cukrem i kawą słodową.

Oczywiście zdarzały się też kary cielesne, wykonywane trzcinką: dziewczęta dostawały razy w rękę, a chłopcy w tyłek nad ławką. Ci, którzy podpowiadali kolegom lub plotkowali, dostawali w policzek, byli ciągani za uszy, albo wykonywali za karę prace. Lekcje odbywały się tylko przed południem i trwały do 5 godzin. Nigdy się nie zdarzało, żeby lekcje były odwołane, gdyby np. nauczyciel był chory! Dzieci musiały pokonywać do szkoły drogę, która często trwała godzinę i to przy każdej pogodzie, również przy -24°C lub głębokości śniegu równej jeden metr. Nie było autobusów szkolnych, a uporządkowane drogi znajdowały się tylko w obrębie miejscowości. Mokre płaszcze wisiały często w klasie blisko pieca. Zdarzało się, że latem wysyłano ucznia na rowerze, należącym do rodziny nauczyciela, do sąsiedniej wsi z wiadomością, ponieważ połączenie telefoniczne realizowane było tylko od poczty do poczty. Urozmaiceniem w czasie lekcji było także pilnowanie dzieci w mieszkaniu nauczyciela, do czego przydzielano tylko najbardziej zaufane uczennice, a w tym czasie żona nauczyciela udzielała w szkole lekcji robót ręcznych.
Od końca lat dwudziestych w Szczecinkach pracował jako nauczyciel Bruno Gieger, równocześnie sprawował urząd stanu cywilnego, organisty w kościele oraz był kierownikiem chóru kościelnego i kółka śpiewaczego.
Do tego ćwiczył on często ze swoimi uczniami sztuki teatralne lub śpiewy na publiczne przedstawienia. Pan Gieger udzielał również odpłatnie w swoim prywatnym mieszkaniu lekcji gry na fortepianie. Uprawiał on bardzo duży przydomowy ogród warzywny z drzewami owocowymi; były tam kury i inny drób oraz świnie. W ostatnich latach był też oczywiście samochód (DKW), który, z braku garażu, stał na klepisku. Do większości ojców dzieci istniał bardzo osobisty stosunek, dlatego zbędne były zebrania rodziców, a do gospodarstwa domowego nauczyciela często wysyłano produkty rolne. Pod koniec wojny został powołany do wojska także nauczyciel Gieger, podobnie jak proboszcz Mühle. Potem wszystkie przedmioty, jako niefachowiec, wykładała żona nauczyciela.
Po wojnie pan Gieger dostał się, w bardzo osłabionym stanie zdrowia, do rosyjskiej niewoli. Jego rodzina żyła swojego czasu w NRD.

Jego poprzednikiem przez wiele lat był nauczyciel Kuster. Grób tej rodziny znajduje się na cmentarzu w Szczecinkach za wywierającym głębokie wrażenie, wykutym w żelazie parkanie. Rodzice wyrażali się z wielkim respektem o surowości tego nauczyciela.

W roku 1986 bardzo się zmieniło otoczenie szkoły.

Zawsze zadbany ogródek przed domem padł ofiarą poszerzania ulicy. Na niegdyś czystym dziedzińcu szkolnym ze starą studnią biegało kilka kur. W pomieszczeniu szkolnym za zakratowanymi oknami znajdowała się wypożyczalnia książek. Dawne mieszkanie nauczyciela służyło jako poczta, zaś zajęcia szkolne dla niewielu polskich dzieci odbywały się w dawnym budynku żandarmerii.   

Wykorzystano informacje z Treuburger Heimatbrief  nr. 14

Szkoła w Szczecinkach (Eichhorn)
Autorstwa Heddy Pille, z domu Nientkewitz, zamieszkała w Frechen – Königsdorf
Jednoklasowa szkoła powszechna; w 1925 liczyła 52 uczniów; 1938: 45 – 60 uczniów
Grunty szkolne: 7 morgów
Nauczyciele: Fritz Kuster, ur. 7.12.1878, w tutejszej szkole od 1899, Bruno Gieger, od 1929 do 1944.

Uczniowie szkoły w Szczecinkach 1948 r.  

Potem szkołę przeniesiono do dawnego budynku policji.

Uczniowie szkoły podstawowej w 1996 roku.  (Foto: W. Gawroński)

Spotkanie w szkole w 2003 roku . Od lewej:  W.Gawroński, S.Mikulski, M.Tomkiewicz, E.Karewicz, M.Dzienisiewicz (Foto: W. Gawroński)

Dyrektor szkoły Władysław Gawroński z uczniami – „Dzień wiosny” 1994 roku.   (Foto: W. Gawroński)

Obecnie jest to własność prywatna – gospodarstwo agroturystyczne „Eichhorn”.

[Stare fotografie ze zbiorow mieszkańców wsi, nowe Józef Kunicki www.olecko.info  2009]